sobota, 3 stycznia 2015

Część 46.

- Alan, Marta zmarła - powiedział patrząc mi w oczy.
- To niemożliwe, rozumiesz?! Nie ona!
Przycisnął moją głowę do swojej klatki piersiowej uniemożliwiając mi odejście. Rozpłakałem się ukazując mój ból. Moja rodzicielka dołączyła do nas i również mnie przytuliła. Czułem się pusty i najchętniej również bym umarł. Mój świat nie istniał bez Marty. Ona sprawiała, że słońce świeciło, wiatr wiał, a ptaki ćwierkały. Bez niej to wszystko nie ma sensu.
Kątem oka spojrzałem na rodziców dziewczyny. W tej samej chwili kobieta zemdlała, a ja prędko podszedłem do niej. Po kilku sekundach siedziałem w pokoju zabiegowym i dostawałem tabletki na uspokojenie. Mama Marty ciągle płakała. Również dostała jakieś proszki. Przeniosłem wzrok na moich rodziców rozmawiających z ojcem mojej dziewczyny. W tej samej chwili energicznie wstałem mówiąc, że muszę iść do Poli. Rodzice wyszli za mną mówiąc, że powinniśmy wracać do domu. Jednak ja musiałem zobaczyć moje maleństwo. Kręciłem się po szpitalu powtarzając, że muszę ją zobaczyć. W końcu odnalazłem oddział noworodkowy i spojrzałem przez szybę. Była tylko czwórka noworodków. Wszedłem do środka bez pozwolenia. Od razu zatrzymała mnie pielęgniarka. Opowiedziałem jej wszystko. Zlitowała się i dała mi minutę wskazując na dziecko zawinięte w różowy kocyk. Podszedłem do Poli i spojrzałem na nią. Po policzkach spływały mi łzy. Dziewczynka błękit oczu odziedziczyła po mamie. Patrzyła na mnie, a ja czułem jakbym ją zawiódł. To przeze mnie Marta zmarła.
- Jest śliczna - usłyszałem za sobą głos mojej rodzicielki.
- Witamy na świecie, księżniczko - szepnął mój ojciec gładząc Polę po policzku.
Rozpłakałem się głaszcząc noworodka. Pielęgniarka powiedziała, że powinniśmy już wyjść. Ojciec siłą wyprowadził mnie ze szpitala. Czułem się pusty i opuszczony. Siedząc w samochodzie wspominałem poród i błaganie Marty o znieczulenie. Może to jednak by pomogło? Amanda napisała jak się trzymam. Odpowiedziałem, że mam ochotę umrzeć. Nie ukrywałem swoich uczuć. Chciałem, by dzisiaj każdy wiedział co mnie boli.
- Zawieźcie mnie do Amandy - szepnąłem.
Moja mama spojrzała na mnie, a ja powtórzyłem głośniej, że chcę jechać do mojej siostry.
- Jedziemy do domu, Alan - powiedział mój ojciec.
- Zawieź mnie do Amandy! - podniosłem głos. -  Proszę - dodałem ciszej i bardziej błagalnie.
Spełnili moją prośbę. Będąc przed dobrze znanym mi blokiem od razu wysiadłem i skierowałem się do środka. Moja mama szła za mną. Amanda widząc nas, przytuliła mnie. Nasza rodzicielka wyjaśniła co się stało.
- Jedź do domu, mamo - powiedziała dziewczyna. - Niech Alan zostanie tutaj.
Kiedy zostaliśmy sami usiadłem na kanapie i skryłem twarz w dłoniach.
- Pij - usłyszałem głos Amandy. Spojrzałem na kieliszek stojący przede mną. Przeniosłem wzrok na dziewczynę trzymającą butelkę wódki. - Pij - powtórzyła.
Wypiłem shota i poczułem charakterystyczy smak i pieczenie w przełyku. Wstrząsnąłem się odstawiając kieliszek. Dziewczyny upiły mnie bym mógł zapomnieć. Ciągle bełkotałem o Marcie i Poli. W końcu moja siostra stwierdziła, że powinienem się położyć. Obudziłem się po dziesiątej. Pękała mi głowa, a dźwięki wydawane podczas przygotowywania śniadania były głośniejsze niż zazwyczaj. Z jękiem podniosłem się na kanapie i spojrzałem na Roksanę stojącą w kuchni.
- Chcesz wody? - zapytała widząc, że nie śpię.
Pokiwałem głową. Dostałem szklankę chłodnej cieczy i aspirynę. Wypiłem lekarstwo i ponownie położyłem się. Modliłem się, by ból głowy minął. Nie pamiętałem poprzedniego dnia. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Od razu zobaczyłem zdjęcie Marty z Polą i moje oczy momentalnie stały się wilgotne. Prędko wstałem mówiąc, że muszę wyjść.
- Gdzie idziesz? - zapytała Amanda wychodząc z łazienki.
- Do szpitala.
- Alan... zaraz cię zawiozę. Odśwież się, zjedz coś.
- Nie mam czasu!
- Nie myśl, że cię wypuszczę! - podeszła do drzwi kładąc rękę na zamku. - Idź do łazienki.
- Ale...
- Idź!
Uległem jej. Musiałem się odświeżyć, bo nie wyglądałem zbyt dobrze. Woda zmyła resztki snu i kaca. Wróciłem do kuchni połączonej z salonem i wmusiłem w siebie kawę. Siedząc przy stole przeglądałem zdjęcia Poli. Po moich policzkach znowu spłynęły łzy. Nie wstydziłem się ich. Amanda była moją siostrą, a Roksana... moją przyszywaną siostrą.
- Alan, nie płacz - Ami mnie przytuliła.
Poprosiłem ją żebyśmy już jechali. Roxi jechała z nami. Będąc na miejscu szybkim krokiem weszliśmy na odpowiednie piętro. Znów bez pozwolenia wszedłem na salę dla noworodków. Dziewczyny zachwycały się dzieckiem. Po chwili Amanda wyszła na korytarz odbierając telefon.
- Chciałbym żeby Marta mogła ją zobaczyć - szepnąłem.
- Widziała. Teraz też na pewno na was patrzy i będzie się wami opiekować - Roksana objęła mnie.
Kiedy Amanda wróciła, poinformowała mnie, że dzwoniła mama i zaraz tu będą. Miałem gdzieś wszystko. Wypytywałem pielęgniarkę o moje dziecko. Było zdrowe i już jutro mogę zabrać je do domu. Pola musiała mieć jeszcze kilka badań, w których mogłem uczestniczyć. Byłem szczęśliwy trzymając ją na rękach. Mimo to bałem się, bo była malutka i miałem wrażenie, że zaraz zrobię jej krzywdę. Kiedy było po wszystkim wyszedłem z gabinetu. Na korytarzu czekały dziewczyny wraz z moimi rodzicami i niedoszłymi teściami. Znów miałem ochotę rozpłakać się. Matka mojej dziewczyny wyglądała dziwnie spokojnie.
- Musimy omówić kwestię Poli - wyjaśniła mi rodzicielka.
- Nie rozumiem. Co tu wyjaśniać? - zapytałem.
- Pola zamieszka z dziadkami.
- Słucham? A co ze mną? Ja się nie liczę?!
- Alan, spokojnie - ojciec Marty położył mi rękę na ramieniu. - U nas wszystko jest przygotowane, przecież wiesz.
- Wiem, ale robiłem to z Martą i nie spodziewaliśmy się tego!
- Tak będzie lepiej.
- Dla kogo?! Dla was?!
Zdenerwowany opuściłem budynek szpitala. Usiadłem na ławce stojącej na zewnątrz. Po chwili dołączyła do mnie Amanda z Roksaną. Bez słowa przytuliły mnie.
- Jak oni tak mogą? - szepnąłem.
- Może mają rację? Tam wszystko jest gotowe. A ty musisz skończyć szkołę - powiedziała Amanda.
- Ty też przeciwko mnie?!
- Nie, ale uważam, że po części mają rację. Łatwiej będzie im pogodzić się ze śmiercią Marty.
- A mi niby nic nie jest?! Ja ją kochałem!
- Wiem, Alan. Wiem - przytuliła mnie mocniej.
Wtuliłem się w moją starszą siostrę, która była dla mnie oparciem. Jej bluzka pachniała perfumami, które dostała ode mnie na święta.
- Będziesz odwiedzał Polę. I zabierał ją na weekendy - pocieszyła mnie Roksana. - Nie martw się, stary - oparła się o moje plecy.
Mimo iż byłem tulony, czułem się samotny. Nikt mnie nie rozumiał. Nikt o mnie nie myślał. Dlaczego Pola nie może zamieszkać ze mną? Przecież to ja jestem jej prawnym opiekunem. Mam skończone osiemnaście lat i jestem jej biologicznym ojcem.
- To nie fair - mruknąłem.
- Nic w życiu nie jest fair, braciszku.

-----
Widzę, że udało mi się Was zaskoczyć, co? Wiem, że wielu z Was uważa iż spieprzyłam opowiadanie, nie będzie już takie ciekawe itp. Nie mogę Was zatrzymywać na siłę, ale zapewniam, że akcja dopiero się rozkręca. No kto nie jest ciekawy jak Alan sobie poradzi? I czy w ogóle Pola będzie z nim mieszkać? Nie wiem czy nadal mam wstawiać... czy jednak dodać tylko epilog i zakończyć. 
Mam nadzieję, że teraz też tak ładnie postaracie się z komentarzami :) Ja wywiązuję się z umowy i dodaję szybko ^^

Wchodzimy, odnajdujemy ankietę "Opowiadania" i głosujemy na 10. Dziękuję! ----> http://poland-tree.blogspot.com


CZYTASZ = KOMENTUJESZ. KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ! 

NEXT! ----> Rain of desires!



"Dziewczyna ze zdjęcia" też jest zajebista! ^^ ----> Never Ending Stories! <3 


Tutaj możesz zapytać o wszystko ----> Ask me here!

20 komentarzy:

  1. to takie smutne, że się rozpłakałam ;-; dlaczego oni ? ;-; ale ogólnie częśc zajebista

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostaje ! Nie waz sie stawiac epilogu tylko dalsza czesc prosze :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż, sama nie wiem, co myśleć o dalszej części opowiadania... Na twoim miejscu część z perspektywy Marty zakończyłabym jako "Część 1", a dalszy ciąg - oczami Alana - rozpoczęła jako "Część 2". W tym wypadku hejterzy nie mogą się przyczepić, że ciągniesz to na siłę, bo może być to po prostu coś a'la odrębne opowiadanie, a fani mogą nadal cieszyć oczy. Zastanów się nad tym.

    Poza tym, mimo wielu moich obiekcji i zachwiań wiary w jakość... ja zostanę. Zostanę i będę to czytać, komentować i nie stronić od różnych propozycji :P Powodzenia, nie przejmuj się, hejterzy zawsze stoją za czyimś sukcesem - któż, jak nie oni, dają rozgłos? ;d
    Może nie będziesz kojarzyć, kiedyś miałam nick @Madds : )

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się podoba, nie mogę doczekać się dalszych losów Alana i Poli. Więc pisz dalsze części :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również zostaję! i już czekam na dalszą część.<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pierwsze... noworodki maja granatowe oczy.. kolor tęczówki ujawnia się dopiero później, zatem Pola nie mogła mieć błękitnych oczu. Po drugie... daj epilog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznijmy od tego, że nie można brać wszystkich noworodków do jednego worka (Boże, jak to bestialsko brzmi). Nowo narodzone dzieci mają niebieskie, granatowe albo szare oczy. Specjalnie sprawdzałam! ;)
      Epilogu jednak chyba nie będzie z racji iż zdradziłoby wszystkie przyszłe sceny, a jak widać większość chce czytać ;p

      Usuń
  7. Nie waz sie tego zakonczyc! To jest piekne.. Az sie poplakalam... Czekam na kolejne czesci :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie nie dodawaj jeszcze epilogu ;-; pisz dalej, dobijamy do 100 rozdziałów! :D Jak zwykle czesc swietna, szkoda mi Alana, teraz będzie mu jeszcze ciężej :/ ale jakoś sobie poradzi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie, nie możesz tego zakończyć! To jest najlepsze opowiadanie i musi dalej trwać! :) Jak czytałam tę część to po prostu się popłakałam. Szkoda mi Alana jak i Poli. Ciekawa jestem jak to się wszystko dalej potoczy. Z kim zamieszka Pola. Część jak zawsze super! Na ankietę weszłam, zagłosowałem i jak na razie gratuluję prowadzenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. O jejusiu*.* to jest takie cudowne, az mi łzy poleciały..nie kończ tego, bo to co piszesz jest wspaniałe. Tak bardzo chcę znać dalsze losy Poli i Alana,czy sobie poradzi chłopak sam..
    Na ankiecie oczywiście zagłosowałam <3 już się nie moge doczekać kolejnej części.. czekam tez nie cierpliwie na ksiązki, które mam nadzieje niedługo będą.. jak dodajesz nowe częsci to aż skacze z radosci xd :D
    Także tego...nie kończ prosze:*

    OdpowiedzUsuń
  11. Nominowałam cię do LBA.
    Pytania znajdziesz na moim blogu:
    story-with-horse.blogspot.com/
    Aha i zapraszam do przeczytania ;) Będę wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie kończ tego opowiadania prosze :) Ono jest suuper i bardzo wciąga :D

    OdpowiedzUsuń
  13. W tym opowiadaniu naprawdę chciało mi się płakać :'( <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie kończ opowiadania.
    Piszesz bardzo ciekawie,ale tutaj brakło mi troszkę nadania tempa,wszystko było takie płytkie,banalne.
    Tzn-podoba mi się Twoj styl pisania,ale po "Marta zmarła" miałam takie odczucie ("co?aha,no spoko,czyli już wszystko okej?" )jakby było to coś w stylu "dostałem jedynkę z matmy,sorry mamo"


    http://gothic-fantasy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej! No liczę teraz na to że w nastepnej czesci bedzie coś takiego:
    I wtedy się obudziłem: ) czekam na nexta z niecierpliwiścią

    OdpowiedzUsuń
  16. Proszę proszę proszę proszę pisz dalej ! Kocham cię ! Twoje opowiadania są wspaniałe ! Cudowne ! Proszę ślicznie pisz dalej aż mi płakać zachciało się jak na fb napisałaś epilog i ze on jest ostatni -.- proszę pisz dalej nie przeżyje jak nie będzie kolejnej części. Jeszcze raz proszę. Jesteś cudowna *.* zazdroszczę Ci takiego talentu !

    OdpowiedzUsuń
  17. Pisz dalej, masz niesamowity talent !!! Czekam na kolejną część :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Brakuje mi Marty tak ja ukochalam w tej opowiesci, teraz jest tak przykro. Hm oddaje głos, pisz chce wiedziec co dalej

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak mogłaś ja u śmierci to chore:(

    OdpowiedzUsuń