środa, 18 lutego 2015

Część 50.

Kilka dni później był pogrzeb Marty. Byłem w rozsypce i miałem ochotę dołączyć do niej w niebie. Zwłaszcza, że od wczoraj nie widziałem Poli. W kościele była rodzina mojej narzeczonej, dyrektor szkoły, nasi wychowawcy, a także znajomi. Moi przyjaciele przywitali się pytając co u mnie. Wzruszyłem ramionami nie mówiąc nic. W końcu Paweł zajął miejsce obok i pytał jak sobie radzę. Będąc na cmentarzu czułem ucisk w gardle. Podszedłem do rodziców Marty i przywitałem się. Zerknąłem do wózka i przywitałem się z noworodkiem, który właśnie się obudził. Zagryzałem wargę widząc ostatnie pożegnanie. Miałem ochotę paść na ziemię i dać upust wszystkim emocjom. Podczas kondolencji zwinąłem się - miałem serdecznie dość słuchania, że im przykro i pytań jak się trzymam. Wróciłem do domu autobusem i wziąłem swoje auto. Jeździłem bez celu po mieście po czym skierowałem się w bardziej ustronne miejsce. Siedząc nad rzeką patrzyłem w wodę i wrzucałem kamienie leżące obok. W tej samej chwili moja komórka dała o sobie znać. Nie chciałem z nikim rozmawiać więc odrzuciłem połączenie od mamy. Ta nie poddawała się, ale po chwili zmieniła ją Amanda.
- Dajcie mi spokój - warknąłem odbierając.
- Alan, ja...
- Daj mi spokój!
Rozłączyłem się i wyłączyłem telefon. Nad rzeką siedziałem naprawdę długo. Wracając do domu obserwowałem ludzi idących na imprezy. Ja miałem żałobę,  a oni świetnie się bawili. Po chwili sam zaparkowałem na parkingu przed jednym z tych kameralnych barów gdzie ludzie przychodzą,  by w spokoju wypić piwo albo spotkać się z dawno niewidzianymi znajomymi.  Wchodząc do środka przywitał mnie zapach papierosów i odświeżacza powietrza.  Nie było aż tak tłoczno co podobało mi się.  Usiadłem na barowym krześle i spojrzałem na postawnego mężczyznę w czarnej obcisłej koszulce, która podkreślała jego mięśnie. Wycierał szklanki podrygując w rytm piosenki Queen.
- Coś podać?  - zapytał widząc, że go obserwuję.
- Dwie czyste.
- A dowodzik jest? - uśmiechnął się.
Otworzyłem portfel i wyjąłem kawałek plastiku, który otwierał tak dużo bram i tak bardzo pomagał. Barman postawił przede mną dwa kieliszki i wypełnił je przezroczystym płynem. Wypiłem pierwszego shota i skrzywiłem się czując pieczenie w przełyku.
- Coli?
Pokiwałem głową i popiłem wódkę gazowaną cieczą,  do której kiedyś dodawano kokainy. Po chwili to samo zrobiłem z drugim kieliszkiem. W mojej głowie ciągle przeplatały się obrazy ze szpitala i pogrzebu. Marta wyglądała tak idealnie w trumnie. Na jej twarzy malował się spokój, a biała sukienka dodawała jej anielskiego uroku.
- Dziewczyna, co? - zagaił barman.
Spojrzałem na niego i widziałem jak oczekuje odpowiedzi.
- Jak nie ta to inna. Tego kwiata to pół świata - próbował mnie pocieszyć. - Te idiotki same nie wiedzą czego chcą.
- Zmarła mi narzeczona rodząc moją córkę więc nie nazywaj jej idiotką.
Barmanowi zrobiło się głupio i uciekał wzrokiem. Przeprosił, a ja poprosiłem o piwo. Postawił przede mną wysoką szklankę mówiąc, że to na koszt firmy. Kiedy promile zaczęły mieszać się z moją krwią, wzięło mnie na zwierzenia. Opowiadałem o Marcie, Poli, rodzicach dziewczyny i zachowaniu pani Ani.
- To ją wykradnij - powiedział słysząc jak kobieta odsuwa mnie od obowiązków. - W końcu ty masz prawa, nie?
Kiwnąłem nieznacznie, bo jeszcze nie wszystkie sprawy były uregulowane. Widziałem jednak, że do końca miesiąca Pola oficjalnie stanie się moją córeczką. Wypiłem jeszcze jednego drinka po czym stwierdziłem, że powinienem wracać. Pożegnałem się i chwiejnym krokiem wyszedłem na dwór. Zaczęło się ściemniać, a powietrze pachniało burzą. Zauważyłem taksówkę stojącą nieopodal, z której wysiadła para dziewczyn. Uprzejmy kierowca zgodził się na odwiezienie mnie. Podczas jazdy myślałem o moim zespole. Miałem ochotę grać i śpiewać. Chciałem wyrzucić z siebie cały żal i złość. Do domu wszedłem przez garaż gdzie jeszcze kilka lat temu grałem na perkusji. Na początku stała w moim pokoju, ale mama narzekała na hałas. Usiadłem na taborecie i chwyciłem pałeczki leżące obok. Niezdarnie uderzałem w bębny i talerze wystukując melodię poznaną jako pierwszą i katowaną przez kilka godzin dziennie. Zamknąłem oczy widząc jak obraz mi się rozmazuje i wszystko się kołysze.
- Alan, jest noc! - usłyszałem nad sobą podniesiony głos. - Jak ty wyglądasz?! Ty masz osiemnaście lat, dzieciaku!
- Mam osiemnaście więc daj mi spokój!
- Wstawaj - mój ojciec próbował mnie podnieść. - Odłóż to - wyrwał mi pałeczki i rzucił je w kąt.
- Poradzę sobie! - warknąłem wchodząc po schodach. Potknąłem się o ostatni stopień, a mężczyzna złapał mnie za bluzę żebym się nie wywrócił.
- Zabiję cię jutro - mruknął zamykając drzwi od garażu.
Spojrzałem na moją mamę, która stała obok z zatroskaną miną. Odbijając się od ścian i trzymając poręczy szedłem na górę. Będąc u siebie usiadłem na łóżku i próbowałem rozwiązać trampki.
- Gdzie masz auto? - usłyszałem.
- Pod barem.
- Jak ci ukradną to kolejnego nie kupimy, pamiętam. Daj kluczyki - dodał mój ojciec widząc, że nie specjalnie przejąłem się jego słowami. Po chwili chwycił spodenki, które zrzuciłem na ziemię i z kieszeni wyjął kluczyki wraz z portfelem.
Obróciłem się na bok i zasnąłem. Rano obudził mnie kac morderca. Światło wpadające przez rozsunięte rolety oślepiało mnie, a w ustach miałem pustynię. Jęknąłem obracając się na bok i kuląc się. Chciałem zdusić ból głowy i jednocześnie przypomnieć sobie co robiłem wczoraj. Przypomniał mi się pogrzeb, ale potem była pustka. Chociaż nie - rozmawiałem z barmanem.
Potrzeba fizjologiczna zmusiła mnie do pójścia do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i zszedłem na dół. Moja mama z zatroskaną miną zapytała jak się czuję.
- Głowa mnie boli i jest mi niedobrze.
- I bardzo dobrze - mruknął mężczyzna siedzący przy stole. - Auto ci odprowadziłem.
- Dziękuję.
Śniadanie jedliśmy w ciszy, ale ja i tak czułem, że coś wisi w powietrzu. Nie minęło kilka minut, a mój ojciec się odezwał:
- Nie możesz tak robić, Alan. Nie możesz się upijać - wyjaśnił,  gdy spojrzałem na niego pytający wzrokiem. - Musisz wydrośleć.
- Jak ty byś się czuł gdyby mama zmarła, co?! - warknąłem. - Ty nic nie wiesz!
- Alan, rozmawiałem z mamą i sądzimy, że powinieneś skorzystać z pomocy tak jak mówił lekarz.
- Ja nie jestem chory!
- On ci pomoże,  skarbie.
Spojrzałem na nią z miną mówiącą: “Czy to jakiś żart?”. Nie wiedziałem o co im chodzi - ja nie potrzebowałem pomocy i nie miałem zamiaru wygadywać się jakiejś obcej kobiecie.
- W środę masz pierwszą wizytę - mężczyzna zakończył temat wstając od stołu i pożegnał się z kobietą.
- Chyba sobie jaja robisz! - krzyknąłem za nim.
Nie odpowiedział nic więc spojrzałem na mamę. Uciekała wzrokiem i nie chciała o tym rozmawiać. Zdenerwowany wstałem od stołu i poszedłem na górę. Naciągając na siebie spodnie usłyszałem pukanie do drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytała kobieta wchodząc do pokoju.
- Do Poli.
- Oni mają gości, Alan.
- To co? Wezmę ją na spacer czy coś.
- Alan, porozmawiajmy.
- O czym, co? Chcesz mi wytknąć, że jestem nienormalny?! - powiedziałem ze zdenerwowaniem.
- Alan ja widzę jak ty się zachowujesz! - podniosła głos, a ja przestraszyłem się jej reakcji. - Myślisz, że nie pęka mi serce jak widzę twoje łzy?! Myślisz, że mogę spokojnie spać wiedząc jak męczy cię cała ta sytuacja?! Myślisz, że nie wiem że nie śpisz? Nie możesz tak dalej żyć, rozumiesz?!
Patrzyłem na nią z otwartymi ustami. Nie spodziewałem się takiego monologu, ale kobieta miała rację. Widząc łzy w jej oczach, czułem jak ściska mnie w gardle. Oni przejmowali się mną, a ja myślałem tylko o sobie.
-----
Oh dużo się zmieniło od ostatniej notki. Blog Roku to zamierzchłe czasy, przekonałam się ilu mam prawdziwych czytelników i na ilu osobach mogę polegać, dorosłam, skończyłam osiemnaście lat i trochę inaczej patrzę na życie. Pewnie się zdziwicie, ale taka jest prawda. Ta głupia liczba mnie zmieniła. Szkoda, że  nie z wyglądu, bo muszę okazywać dowód za każdym razem. Ah ta uroda trzynastolatki :)
50 notka - chyba coś mi się należy, nieprawdaż?


CZYTASZ = KOMENTUJESZ. KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ! 

NEXT! ----> Rain of desires!


"Dziewczyna ze zdjęcia" też jest zajebista! ^^ ----> Never Ending Stories! <3 

Tutaj możesz zapytać o wszystko ----> Ask me here! 



14 komentarzy:

  1. Nooo ;3333 Nieźle ! ;33 Zresztą jak zawsze ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie jakbym to już gdzieś czytała... ale nie wiem gdzie. No, ale część genialna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję tylu rozdziałów :) część oczywiście świetna, idealnie oddajesz uczucia bohaterów, przez co naprawdę przyjemnie sie czyta. Jak to jest, że po przeczytaniu Twojej notki mam mętlik w głowie i nie wiem co napisać? W każdym razie bardzo mi się podobało,

    Pozdrawiam ciepło ~ Dagmara ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna czesc, swietne opowiadanie! Niby krytyka rowniez jest wazna, a nie same pochwaly, ale nie mam jak skrytykowac wiec jedyne co moge powiedziec to: genialne! Czytam od dawna i ciagle czekam na czesci, nawet jesli czasem nie komentuje, to wiedz ze ciagle czekam i sprawdzam bloga co kilka dni :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne jak zawsze ❤ czekam na nexta ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Coraz lepiej,miałam łzy w oczach.
    Z durnowatej historyjki o bananowej młodzieży i wpadce do czegoś poruszającego.Wow.super. ;)


    www.mollymoonlight.eu

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo :3
    Szkoda mi bardzo Alana :c
    Ale opowiadanie i tak jest świetne :D
    Czekam na kolejną część :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezuniu! Mega opowiadanie!
    Strasznie mi żal Alana i przede wszystkim Poli i nawet szczerze mówiąc czytając to łezka zakręciła mi się w oku (co w moim przypadku nie zdarza się zbyt często).
    No dobrze, troszkę posłodziłam, a teraz czas na krytykę xD
    Ogólnie sam styl pisania na prawdę mi się podoba, chociaż jest dużo powtórzeń, szczególnie słowa "mój". Czasem piszesz coś w trylu "Mój chłopak spojrzał na moją mamę, po czym powiedział coś o mnie do mojego taty." Sama przyznaj, że nie brzmi to najlepiej xD Tak więc proponuję, żebyś bardziej na to uważała :) Jeszcze są takie niewielkie literówki, że czasem zastanawiałam się co tak właściwie kto powiedział, ale takie rzeczy każdemu się zdarzają i ja sama czasem czytając własne opowieści zauważam miliony błędów. Mam nadzieję, że przez to nie zniechęcisz się do pisania, tylko się bardziej zmotywujesz :D
    Tyle będzie z fachowej wypowiedzi zawodowej koneserki opowiadań xDD
    Aha, oczywiście ten komentarz dotyczy całego opowiadania, a nie tylko tej części.
    No i jest mi smutno, że Marta nie żyje i że prawdopodobnie to już koniec, bo bardzo się przywiązałam do tego bloga i nie chciałabym go opuszczać :(
    Niestety jak to ja zaspojlerowałam sobie końcówkę przypadkiem czytając o pogrzebie Marty, kiedy byłam jeszcze na 30 części i wiedziałam, że tak będzie, co zmniejszyło to zaskoczenie i wzruszenie, które powinno towarzyszyć ostatniemu rozdziałowi utrzymanemu w tak silnych emocjach...
    To ja już lepiej będę kończyć, bo przez długie nie pisanie niczego mam okrutny niedosyt i jeszcze by się okazało, że sam komentarz byłby dłuższy niż post, do którego jest pisany xD

    Tak przy okazji zapraszam do mnie - http://narkomanka-opowiadanie.blogspot.com/
    Wschodzące opowiadanie o niebieskowłosej narkomance, w której życiu niespodziewanie pojawia się tajemniczy ciemnowłosy chłopak o czarnych głębokich oczach i mrocznej przeszłości...

    OdpowiedzUsuń
  9. Łzy lecą jak się czyta . ;(

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowite!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejny rozdział w którym płakałam. Świetnie napisane uczucia bohaterów, to jak się czują i jak to przeżywają. Mam nadzieję ze już niedługo stanie się coś co poprawi humor Alanowi. Jeśli chodzi o Bloha Roku to nie przejmuj się bo wiele osob np. Ja chciało wysłać sms ale nie mogła.

    OdpowiedzUsuń