poniedziałek, 31 marca 2014

Część 5.

Już od rana nie mogłam doczekać się wyjścia ze szpitala. Zjadłam śniadanie i zabijałam czas grając na komórce i czytając książkę, która okazała się naprawdę ciekawa. Po raz pierwszy tak bardzo wciągnęłam się w powieść. Nie była banalna, a postacie były ciekawe i różnorodne. Po dziesiątej do sali weszli moi rodzice. Uśmiechnęłam się widząc ich razem. Mój ojciec zebrał moje rzeczy i całą trójką poszliśmy po mój wypis. Znowu padały pytania o moje samopoczucie. Cierpliwie odpowiadałam, że wszystko jest w porządku. Po drodze do domu pojechaliśmy na zakupy. Czułam się jak dziecko śmiejąc się i wrzucając do koszyka różne słodycze i inne rzeczy, na które miałam ochotę. W drodze powrotnej rodzice rozmawiali o mojej szkole. Miałam tydzień wolnego plus trzeba było usprawiedliwić mi zaległe dni, których trochę się uzbierało. Lepiej niech jedzie mama. Ciekawe kiedy po szkole rozniesie się plotka, że 'uczennica pierwszej klasy jest w ciąży'. Będą się wyśmiewać? Zresztą mam ich gdzieś. To moje życie.
Będąc na miejscu poszłam wziąć prysznic i przebrać się. Stojąc w samej bieliźnie oglądałam swoje ciało. Mój brzuch nie był już idealnie płaski. Jednak nie wiem czy kształty ciała i liczby na wadze zmieniały się przez ciążę, czy po prostu przytyłam, bo ostatnio miałam wielką ochotę na słodycze. Chwyciłam centymetr leżący w szafce i zmierzyłam biodra, brzuch i biust po czym zapisałam wyniki. Za jakiś czas okaże się jak bardzo się zmieniam. Ubrałam legginsy i koszulkę. Włosy spięłam w luźnego koka, bo nie miałam zamiaru nigdzie wychodzić. Ciepłe skarpety miały zapewnić mi ciepło stóp, które zawsze - podobnie jak dłonie - były zimne jak lód. Wyszłam z łazienki i wzięłam laptopa po czym zeszłam na dół. Leżąc na kanapie oglądałam telewizję i przeglądałam internet. Zalogowałam się na Facebooka i odpisałam Anecie, która na mojej tablicy pozostawiła wpis życzący mi powrotu do zdrowia. Podziękowałam mimo iż nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Jednak to moja przyjaciółka i nie mogłam jej wpisu po prostu olać.  Zauważyłam zieloną kropeczkę przy nazwisku Alana i uśmiechnęłam się. Spojrzałam na okno, za którym biały padający puch okrywał okolicę.

Śnieżek + ciepłe skarpety + kakao = fucking happy <3

Zdążyłam opublikować, a Alan musiał wcisnąć swoje trzy grosze, pisząc:

Dlaczego mnie tam nie ma? :o

Odpisałam, że ktoś inny mi go zastępuje i to mi wystarczy. Dodałam komentarz i mimowolnie pogłaskałam się po brzuchu. Ciekawe czy każda dziewczyna w ciąży tak się zachowuje czy to po prostu mi odwala.
Spojrzałam na powiadomienie. Alan odpisał, że jest zazdrosny i ma focha. Idiota. Po kilku sekundach dodał, że teraz ja mam mu kupić czekoladki. Zachichotałam czytając to. Prędko wyklikałam odpowiedź "A może być coś innego na zgodę? ;>" i czekałam na jego reakcję. Odpisał bez owijania w bawełnę, że seks na zgodę jest najlepszy. Myślę, że krótkie 'ja pierdole...' podsumowało wszystko. Chłopak zadzwonił do mnie na Skype więc zebrałam swoje rzeczy i poszłam na górę.
- To kiedy i gdzie? - zapytał, gdy odebrałam.
- Ale co?
- Kiedy się pogodzimy?
- Spadaj! Teraz we dwie mamy focha! - powiedziałam kładąc rękę na brzuchu.
- Ojej, moje maleństwo nie może mieć focha na tatusia - wyszczerzył się.
Nie miałam do niego sił. Denerwował mnie, ale z drugiej  strony kochałam go ponad życie. Zaczął mówić, że niedługo powinniśmy zacząć się przygotowywać na pojawienie się naszego dziecka. Wyliczał co trzeba kupić.
- Alan... jeszcze pół roku - przerwałam mu.
- Wiem! To mało... ale jednocześnie dużo.
Roześmiałam się. Wyjęłam blok z szuflady biurka i zaczęłam rysować. Czułam zmęczenie więc powiedziałam chłopakowi, że chyba się położę. Teraz mogłam przesypiać całe dnie i zganiać na ciążę. Pożegnałam się z Alanem i przeniosłam na łóżko. Kontynuowałam czytanie powieści. Moja mama co jakiś czas przychodziła zapytać jak się czuję. Moje zmęczenie minęło, a godziny upływały dziwnie szybko. W pewnej chwili moja rodzicielka poinformowała mnie, że obiad jest gotowy i mam zejść na dół. Z jękiem zwlokłam się z łóżka i powolnym krokiem zeszłam do kuchni gdzie był mój ojciec. Zajęłam miejsce i spojrzałam na talerz, na którym leżał ryż, warzywka i kawałki piersi z kurczaka. Skrzywiłam się wbijając nóż w jedzenie.
- Nie jestem głodna - powiedziałam.
- Ale musisz zjeść.
- Ale ja nie chcę, no!
- To odwieziemy cię do szpitala i tam będziesz mieć kroplówki. Albo poronisz.
Słysząc to, poczułam jak niewidzialna ręka ściska mój żołądek. Spojrzałam na moich rodziców z przerażeniem. Już nie musieli mnie przekonywać do jedzenia. Po kilku kęsach zaczęło mi smakować i zjadłam całą zawartość talerza. Włożyłam naczynie do zlewu i otworzyłam szafkę gdzie zazwyczaj były słodycze. Wyjęłam paczkę herbatników i dżem po czym poszłam do siebie. Jedząc przekąski oglądałam kreskówki w telewizji. W pewnej chwili poczułam senność więc obróciłam się w stronę ściany i usnęłam. Obudziłam się wyspana i spragniona. Z dołu dobiegał szmer rozmowy. Jednak to nie były jedynie głosy moich rodziców, ale także... rodziców Alana? Sahara w ustach sprawiła, że musiałam zejść na dół. Rzeczywiście w salonie siedziała moja rodzina i rodzina mojego chłopaka. Przywitałam się z nimi i podeszłam do nastolatka siedzącego na fotelu. Usiadłam mu na kolanach przytulając się i pijąc sok z jego szklanki.
- Marta... - usłyszałam głos mojej rodzicielki.
- Oj co? Przyniosę mu - mruknęłam biorąc szklankę i idąc do kuchni.
Chłopak poszedł za mną. Kiedy nalewałam pomarańczowej cieczy do szklanki, poczułam jak Alan przyciska mnie swoim ciałem do szafki. Przejechał mi nosem po szyi mrucząc, że mnie kocha. Objęłam go za szyję odpowiadając, że ja go również.
- Co tu robicie?
- W sumie to sam nie wiem. Nasi rodzice stwierdzili, że musimy porozmawiać o tym wszystkim.
Wróciliśmy do salonu i moja mama zaczęła temat, który ostatnio był tematem numer jeden. Dziwnie się czułam, bo chodziło o mnie.
- Wiem, że to jest ciężkie dla każdego. Zwłaszcza dla was - kobieta spojrzała na mnie i na Alana.
- Nie chcę o tym rozmawiać, mamo - mruknęłam.
- Ale musimy coś ustalić, Martusiu. Musimy ustalić co będzie dalej. Myśleliście o tym? Co będzie z dzieckiem?
- Chcę je urodzić.
- I je wychowamy - dodał Alan. - Chyba nie sądziliście, że oddamy je do adopcji?!
- To wasza decyzja. Powinniście przemyśleć wszystko bardzo dobrze, bo...
- To nie ma sensu, mamo. Nie chcę o tym rozmawiać - przerwałam jej po czym wstałam i bez zbędnych słów poszłam do siebie.
Rzuciłam się na łóżko wybuchając płaczem. Ostatnio mogłam płakać nawet bez powodu. Jednak teraz miałam powód. Nie chciałam rozmawiać o mojej ciąży. Ten temat nadal był dla mnie ciężki. Z jednej strony cieszyłam się, ale z drugiej byłam przerażona. Chyba jeszcze nie dotarło do mnie co się dzieje. Moja mama ma rację. Co będzie dalej? Wychowanie dziecka jest naprawdę trudne. Ale kurcze, to jest moje dziecko.
Moje rozmyślanie przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Nie chciałam z nikim rozmawiać więc nawet nie drgnęłam.
- Kocham cię - szepnął Alan kładąc się obok i przytulając mnie. - Wszystko będzie dobrze.
- Oni mają rację.
- Jedynie w części. Nie musimy jeszcze o niczym decydować. A naszą córeczkę i tak wychowamy. Nie płacz, proszę.
Odwróciłam się w jego stronę i wtuliłam się. Chłopak delikatnie pocałował mnie w czoło mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Leżeliśmy w ciszy ciesząc się sobą. Ja myślałam nad rozmową z rodzicami. Kiedyś i tak przyjdzie czas na taką pogawędkę, ale jeszcze nie jestem gotowa. Nie chcę o tym myśleć.
Do mojego pokoju weszła moja mama informując Alana, że jego rodzice wracają do domu i pytają czy jedzie z nimi.
- Mogę jeszcze zostać? Chcemy porozmawiać - poprosił.
- Oczywiście.
Kobieta wyszła, a chłopak przytulił mnie. Zaczął nucić piosenkę co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ciepło jego ciała sprawiało, że czułam się bezpiecznie. Kochałam go najbardziej na świecie i nawet cieszyłam się, że to właśnie z nim będę mieć dziecko.
Spędziliśmy razem całe popołudnie. Obejrzeliśmy film, robiliśmy zdjęcia i rozmawialiśmy o świętach. Alan poprosił mnie bym poszła z nim na zakupy za kilka dni. Ja też musiałam kupić coś Olce, którą wylosowałam jeśli chodzi o prezenty gwiazdkowe w szkole. Cieszyłam się, że święta są już tak blisko. Uwielbiałam je.
Po dwudziestej zostałam sama. Zeszłam na dół i zajęłam kanapę. Wieczór minął mi na oglądaniu komedii romantycznej o prostytutce, w której zakochuje się bogaty biznesmen. Uwielbiałam ten film i mimo iż znałam go na pamięć, to i tak mogłam oglądać jeszcze dziesiątki razy. Nie czułam zmęczenia więc spać poszłam dopiero po północy.

------
Jesteście boscy i w ogóle! Ponad 2100 wejść w ciągu kilku dni! Jaram się jak pochodnia :D
Komentować, komentować, komentować! Bo wiecie... więcej komentarzy = szybciej notka <3


14 komentarzy:

  1. świetne!! ;3 kocham twoje opowiadania ;D ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Yeey ! :D
    Wspaniałe <3 Uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. super :3 jak szybko nie dodasz, to będę pisać po 10 komentarzy ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, ze my Cie uwielbiamy i to co piszesz, takze nie przerywaj!/ S

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu, wspaniałe!!! *-* kocham twoje opowiadania, nie przerywaj ;>

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodawaj szybciej, bardzo prosimy :<

    OdpowiedzUsuń
  7. Super super super <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne! Już się kolejnej nie mogę doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Awww *.* śliczne! Kocham Twoje opowiadania! <3 nie mogę się doczekać kolejnej notki *,*

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyno, świetna jesteś :* Dalej, dalej dalej! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepiękne. <3 <3 <3
    Od jak dawna piszesz? Kiedy odkryłaś swój talent?
    Pięęękne! <3 <3

    OdpowiedzUsuń